„Gdyby tygrys zawsze słuchał swojej matki, byłby bezradny; nie nauczyłby się samodzielności. Każde zwierzę musi być samodzielne i podążać za własnymi instynktami. Dziecko też musi nabrać niezależności. Musi mieć wiele okazji, żeby ją wypracować.”
Powyższy cytat prekursorki nowego (jak na pierwszą połowę XX wieku) myślenia o edukacji w znakomity sposób pokazuje wagę, jaką ta wybitna pedagog przykładała do samodzielności dziecka. Mimo upływu lat, jest on jak najbardziej aktualny we współczesnym wychowaniu dzieci.
Pytania jakie możemy postawić sobie na początku XXI wieku związane z edukacją nowych pokoleń są następujące: czy mamy wpływ na to, jak będzie wyglądał pracownik za 10 – 15 lat oraz jakie dominujące cechy będzie posiadał?
Czy pracując w szkołach nauczyciele myślą o tym mając na względzie perspektywę kilkunastu lat? Czy my, jako rodzice zastanawiamy się nad tym na co dzień? Wątpię.
W szkole najważniejszym elementem pracy z dziećmi jest realizacja podstawy programowej. „Konia z rzędem” temu nauczycielowi, który oprócz przekazywania wiedzy z danego obszaru tematycznego, zastanawia się nad kształtowaniem kompetencji dziecka w kontekście przyszłego pracownika, który – w 2033 roku będzie wchodził na rynek pracy.
Podobnie jest w domu. Żyjemy „tu i teraz” – z dnia na dzień. Codzienna gonitwa za obowiązkami dnia codziennego nie pozwala nam „stanąć z boku” i popatrzeć na dziecko, jako osobę, która wkrótce rozpocznie samodzielne życie. A już na pewno nie patrzymy na swoje pociechy w kontekście bycia przyszłymi managerami, kierownikami czy prezesami zarządów.
Czy szkoła kształtuje pracownika przyszłości pełnego empatii, zrozumienia różnorodności, różnych postaw, umiejącego pracować w stresie pod presją czasu – jednocześnie nie raniąc wszystkich wokół? Wątpię, czy wręcz jestem przekonany, że nie. I nie piszę o kształtowaniu liderów, bowiem nie każdy nosi „buławę w kieszeni” i jest predystynowany do tej roli. Mówię o kształtowaniu człowieka, z którym po ludzku „fajnie będzie pracować” (każdy z nas zna takich ludzi, z którymi przyjemnie się współpracuje i tak do końca nie analizujemy tego – dlaczego tak się dzieje, po prostu tak jest). „Fajnie będzie pracować” – zarówno wtedy, jak wskaźniki ekonomiczne wędrują w górę, jak i wtedy gdy pikują w dół i pojawiający się stres jest niewspółmiernie wysoki do sytuacji, gdy wszystko w firmie idzie zgodnie z planem. I z tym stresem trzeba sobie wtedy na tyle radzić, by nie odbiło się to rykoszetem na współpracownikach. To wielka sztuka, która w mojej ocenie kształtowana jest już na etapie dzieciństwa.
Stres otacza nas wokół, zwłaszcza teraz, gdy obserwujemy to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, a nieco wcześniej przez ponad rok, żyjąc w całkowicie nieznanej dla nas sytuacji pandemicznej, która spowodowała, że ludzie tracili pracę, a firmy były likwidowane (czasem te rodzinne, na które pracowano od pokoleń). W mojej ocenie umiejętność podejmowania decyzji w sytuacjach trudnych lub więc skrajnych, które wymusiła pandemia, brała się w dużej mierze z tego, czy byliśmy wychowywani od wczesnego dzieciństwa w swoistym „kloszu” z dala od stresu i czy dane nam było (przy udziale naszych rodziców) kształtować od wczesnych lat dziecięcych naszą samodzielność, czy też żyliśmy w całkowitym oderwaniu od sytuacji, które wymagały od nas podejmowania samodzielnych decyzji bez oglądania się na mamę czy tatę. Stąd te dramaty ludzkie, których byliśmy świadkami w mijającym roku, w postaci niezliczonych depresji, a nawet przypadków samobójstw.
Pracując w Fundacji Akademia Samodzielności staramy się przygotowywać dzieci na różne zagrożenia. Nie unikamy sytuacji, które mogą wywoływać „stres”. Podczas warsztatów uczymy podejmowania samodzielnych (czasem trudnych – z dziecięcego punktu widzenia) decyzji, mając na względzie obecność koleżanek i kolegów współuczestniczących w zajęciach. Nie bez powodu słowo – stres ująłem w cudzysłów, gdyż pod tym pojęciem zawarłem zderzenie się z różnymi sytuacjami np. podczas ćwiczeń z pierwszej pomocy, gdy wykorzystując wcześniej zdobytą wiedzę, dziecko musi radzić sobie (pod bacznym okiem instruktora) w sytuacjach dla niego całkowicie nowych. Przykładem może być praca z defibrylatorem AED pod presją czasu. Bardzo duży nacisk kładziemy na zajęcia praktyczne, tak, aby potencjalnie niebezpieczne sytuacje, w których zajdzie się dziecko, nie były czystą fikcją opisaną na kartkach lub przedstawioną w prezentacji, ale by stały się elementem zajęć praktycznych.
Kiedyś znalazłem następujący rysunek w sieci: stoją dwie mamy z dziećmi obok siebie i jedna do drugiej mówi – „ojejku, ale pani córka jest samodzielna – jak pani to robi?”. Odpowiedź drugiej z mam była tyleż prosta, co oczywista: „pozwalam jej”. Dla mnie osobiście jest to kwintesencja samodzielności: pozwalać dzieciom zderzać się z sytuacjami dla nich całkowicie nowymi, nie chować je pod wspomnianym „kloszem”, z dala od problemów oraz „stresów” związanych z podejmowaniem decyzji. Prędzej czy później w swoim dorosłym życiu, pełniąc role kierownicze czy zarządcze, zetkną się właśnie ze stresem czy trudnymi sprawami do rozwiązania. Jak wtedy będą reagowały (będąc przez całe dzieciństwo wychowywane z dala od niego i podejmowania jakichkolwiek samodzielnych decyzji, nieustannie będąc wyręczanymi przez rodziców)? Proponując alternatywę do wychowania bez stresu nie mam na myśli puszczania dzieci na noc do ciemnego lasu o butelce wody w ramach zajęć survivalowych i „ćwiczenia charakteru”, ale takie wychowanie, aby w jego wyniku, poprzez stawianie coraz bardziej ambitnych „celów do wykonania” począwszy od dbania o porządek we własnym pokoju na planowaniu wycieczki z rodzicami w weekend z rodzicami skończywszy, dzieci uczyły się podejmowania samodzielnych decyzji.
Po sieci krąży film z przemówienia admirała Navy SEAL’s Mc Ravena, w którym opisuje proces jaki przechodzą żołnierze tej elitarnej jednostki. Mówi mniej więcej tak: zacznij od rzeczy najprostszych – zacznij dzień od prawidłowego dokładnego pościelenia łóżka, potem koncentruj się na coraz trudniejszych zadaniach do zrealizowania. A gdy przyjdzie moment lub dzień, że nie uda ci się ich zrealizować, to wracając do domu zastaniesz dobrze pościelone łóżko i to będzie dla ciebie sygnałem że kolejny dzień będzie lepszy i stać cię będzie na realizację kolejnych zadań. Paradoksalnie podobnie jest z wychowaniem dzieci – zacznijmy więc od rzeczy najprostszych czyli przysłowiowego (lub nie) „pościelenia łóżka”, potem dając im szansę na wykonywanie kolejnych zadań – co raz to trudniejszych – adekwatnie do ich wieku.
Tymczasem dzieci są wyręczane przez rodziców z wykonywania prostych czynności dnia codziennego, jak chociażby pakowanie się do szkoły, sprzątanie swojego pokoju, czy przysłowiowe „zrobienie kanapki”. Gdzie mają się uczyć samodzielności, skoro w tych najprostszych czynnościach zabrania im się de facto właśnie bycia samodzielnym? Co by się bowiem stało, gdyby 10 – cio latek poszedł na zakupy do sklepiku osiedlowego i zgubił wydaną resztę w drodze powrotnej do domu? Nic by się nie stało. W tym właśnie rola rodzica, aby wyjaśnił dziecku, że takie sytuacje się zdarzają, i że jemu w dzieciństwie też się zdarzały (nawet jeśli to nie jest prawda), i że po prostu robiąc kolejne zakupy musi lepiej chować do kieszeni pieniądze. Tylko tyle i aż tyle. Dziecko otrzymując pozytywny feedback od rodzica w sytuacji bez wątpienia dla niego stresowej (nie dość, że idzie SAM do sklepu, SAM dokonuje wyboru produktów do kupienia z listy jakie ma na kartce, SAM rozmawia z panią ekspedientką, SAM przelicza wydaną resztę) wzmacnia się, uzyskując dodatkową wewnętrzną motywację do realizowania kolejnych „zadań” – z czasem trudniejszych. Chciałoby się wręcz napisać, że w tej konkretnej sytuacji „stres stresem pogania”. I jeśli ten 10 – cio latek wraca do domu jak na przysłowiowe „ścięcie”, spodziewając się awantury ze strony rodzica z powodu zgubienia wydanej reszty pieniędzy, a spotyka się PRZEDE WSZYSTKIM z docenieniem trudu jakie włożył w SAMODZIELNE wykonanie zakupów, a w drugiej kolejności na PORADZENIU jak radzić sobie w podobnych sytuacjach podczas kolejnych zakupów, to będzie czuło, że ma przed sobą „troskliwego obserwatora” a nie „karcącego nauczyciela”. Taka postawa rodzica może być fantastycznym początkiem do kształtowania w dziecku samodzielności. Będzie ono wiedziało, że błędy są nieodłącznym elementem życia codziennego oraz sytuacji, z którymi przyjdzie im się zderzać w życiu dorosłym na co dzień, realizując coraz bardziej samodzielne kolejne „zadania”. Taka postawa przełoży się na przyszłe zawodowe życie i branie na siebie odpowiedzialności za podejmowanie decyzji, czasem trudnych wychodząc z nieco trywialnego określenia, że „jak się nie wywrócisz, to się nie przewrócisz”
Podstawowy błąd popełniany w mojej ocenie przez rodziców, to trzymanie dzieci pod „kloszem”, z dala od JAKIEGOKOLWIEK stresu oraz branie odpowiedzialności za KAŻDĄ czynność wykonywaną przez dziecko. Rodzic zamiast być „bacznym obserwatorem”, staje się wówczas głównym hamulcowym samodzielności swojego dziecka.
W trakcie zajęć Akademii staramy się dotykać tematów jak najbardziej realnych, z którymi dzieci mogą się spotkać na co dzień jak na przykład:
Poprzez ćwiczenia praktyczne oraz teorię w postaci filmów i wykładów przekazujemy dzieciom wiedzę, która da im poczucie pewności siebie w trudnych sytuacjach. Jak zatem uczyć samodzielności ?
W mojej ocenie należy działać po korczakowskiemu tzn. traktować dzieci jak dorosłe byty, nie wyznaczać granic wiekowych dla realizowania danego zadania (tak robimy w Akademii). Co mam na myśli? Dzieci uczą się na naszych zajęciach przez naśladowanie – w początkowej fazie zajęć instruktorzy pokazują dzieciom jak realizować ćwiczenie, a potem to już czysta praktyka. Przy ocenie dziecka koncentrujemy się na pozytywach, mając świadomość tego, że drobne niepowodzenie może u dziecka powodować niepotrzebną frustrację i zniechęcenie do dalszego treningu. Wychodzę z założenia, że nawet dzieci 5 letnie można uczyć np. elementów pierwszej pomocy, trzeba tylko używać odpowiedniego języka adekwatnego do wieku. Ale na pewno nie mówić: „jesteś na to za mały, jeszcze przyjdzie czas na naukę”. Dzieciaki uwielbiają realizowanie trudnych celów.
Siedem lat temu byłem organizatorem „Zielonej szkoły”, w której najmłodsze dzieci miały… pięć i pół roku, a zdecydowana większość sześć – siedem lat. Dzieci były z dala od domu od poniedziałku do piątku i fantastycznie sobie radziły. Wystarczyło tylko (albo aż) pozwolić wyjechać na „Zieloną szkołę” pod okiem świetnych nauczycieli i pozwolić im uczestniczyć w różnorodnych zajęciach.
Można? Można.
Po drugiej stronie bieguna byłem świadkiem sytuacji, w której nauczyciel obawiał się wyjechać na trzydniową „Zieloną szkołę” z…. czwartą klasą (10-cio latkowie – sic!), podając jako argumentację….”że to za wcześnie na ich wiek”.
Reasumując: pozwalajmy dzieciom być samodzielnymi, traktujmy je jak partnerów, poważnie, nie wpuszczajmy je od razu na głęboką wodę skrajnie trudnych sytuacji, ale krok po kroku dajmy im możliwość radzenia sobie w różnych niekomfortowych sytuacjach.
Jestem głęboko przekonany, że tylko takie postępowanie pozwoli im na lepszy start w dorosłe życie, pełne sytuacji stresowych i wymagających podejmowania decyzji w niekomfortowych warunkach. I dzięki takiemu podejściu będziemy mogli kształtować młodego człowieka, z którym za naście lat „fajnie będzie pracować”.
Jeśli „prześpimy” ten moment, wówczas za kolejne 20 lat będziemy ciągle debatować na wszelakich konferencjach o tym, jak lepiej ułożyć sobie relacje: pracodawca-pracownik….
Na koniec 5 części rozważań o samodzielności - 6 porad AKADEMII SAMODZIELNOŚCI dla rodziców:
1. Nie dawaj dziecku zbyt dużego klosza ochronnego – pozwalaj mierzyć mu się z różnymi sytuacjami, które prędzej czy później staną na jego drodze.
2. Nie odsuwaj go za wszelką cenę od jakiegokolwiek stresu wynikającego z samodzielnego podejmowania decyzji (np. w wykonując samodzielnie zakupy w sklepie).
3. Włączaj dziecko do prostych odpowiedzialności domowych – niech ma swoją działkę, za które jest odpowiedzialne (np. sobotnie zakupy na śniadanie w sklepie osiedlowym, sprzątanie swojego pokoju itp.).
4. Powtarzaj dziecku, że nawet jeśli coś nie wyszło, to nie ma się co zrażać. Porażki mniejsze lub większe zdarzają się dorosłym i to nie jest nic złego. Człowiek uczy się na błędach – ten młodszy człowiek też. I MA DO NICH PRAWO.
5. Dostarczaj mu praktycznej i teoretycznej wiedzy w miarę swoich możliwości i czasu (przykładowo: jak rozmawiać z numerem 112, jak postępować w sytuacji omdlenia itp.).
6. Nie kreuj świata pełnego zagrożeń, gdzie las jest utożsamiany z kleszczami, podwórko z przemocą fizyczną rówieśników a ulica z potencjalnymi wypadkami.
Przemysław Jakóbczyk
Prezes Fundacji Akademii Samodzielności